



Witam ponownie,
dawno mnie tu nie było, czas zatem zdmuchnąć kurz z klawiatury i coś napisać.
Minął okres zimowy, okres do którego mam stosunek ambiwalentny (oczywiście z punktu widzenia pasażera linii 719). Z jednej strony zimą panuje chyba mniejszy smród w autobusach, co jest pewnie zasługą po trochu mrozu sterylizującego wnętrza pojazdów podczas ich postoju w zajezdniach, jak i również grubej wierzchniej odzieży, skutecznie powstrzymującej wydostawanie się smrodzianu potu (wzór chemiczny Sp) do atmosfery. Chociaż jest to jednak nie do końca prawda, albowiem mniej więcej w połowie trasy, we wnętrzu robi się niezły zaduch co doprowadza do rozpinania kurtek, futer i innych skafandrów… co następuje potem, nie muszę pisać. Swoją drogą mam takie spostrzeżenie: kierowcy autobusów rozróżniają tylko dwa sposoby grzania, albo wcale albo na maxa, na całego, niech się ludziska pomęczą i zasmrodzą.
Wracając do zimy spędzonej na trasie 719. Jest niestety druga strona medalu. Brud. Brud w postaci błota i soli, włażący wszędzie, na okna, na fotele, panujący niczym udzielny władca na podłodze autobusów (czy ktoś je myje?).
Krótkie resume:
- w Solarisach (z racji pewnego "współdzielenia" przestrzeni kabinowej przez kierowcę z biednymi pasażerami) krótko mówiąc jest cieplej, powiem więcej, jak pisałem wyżej czasami nawet za ciepło.
- w Ikarusach po staremu, kierowca w hermetycznej kabinie pyszni się i pławi w ciepełku (czasami pewnie doprawionym bączanem fasoli (wzór chemiczny Bf), a reszta marźnie. Najgorzej mają ci na samym końcu tj. w tym latającym na zakrętach odwłoku przegubowego cielska Ikarusa. Trochę lepiej jest tym siedzącym w pobliżu magicznej kabiny kierowcy. Czasami łaskawie uchyli jej drzwi i zapuści, nie zawsze ciekawie pachnący, ciepły powiew, prosto w zmrożone twarze, jakże wyróżnionych tym gestem pasażerów.
- jak jest w Jelczach nie wiem, nie miałem przyjemności zimą.
Aby dopełnić charakterystykę podróżowania linią 719 należy przybliżyć trochę "technikaliów". Przemieszczanie odbywa się głównie, a nawet wyłącznie, trzema rodzajami autobusów. Opiszę je z pozycji laika, którego interesuje raczej wygoda jazdy niż jej strona techniczna, że tak powiem silnikowa.
Typ pierwszy – Jelcz:
pojazd długaśny, przegubowy, dla mnie numer jeden. Dużo miejsc, tablice z trasą i godziną, na minus można zaliczyć odstępy między rzędami siedzeń (dla jakichś kurdupli chyba robione). Mój ulubiony nim kurs to ten o 6.20 rano. Już na pętli w Lesznie szturmuje go tłumek małolatów rozwydrzonych dojeżdżających do szkół (specjalnych – sądząc po zachowaniu). Najciekawsze w tym kursie jest to, że już na wysokości Zaborowa w autobusie nie mogą otworzyć się drzwi po dojechaniu na przystanek. W pamięci pozostają smutne twarze zawiedzionych przystankowych ludzi, wpatrzonych w niemogące otworzyć się, niczym w "sezamie" , wrota. I ten towarzyszący temu, ze strony wnętrza autobusu, rechot debilnych bestii w wieku okołogimnazjalnym.
Typ drugi – Solaris:
pojazd mogący śmiało zająć pierwsze miejsce w konkursie na najtwardsze zawieszenie. Ten niskopodłogowiec trzęsie się na najmniejszej nawet nierówności w sposób pozwalający na bezoperacyjne usunięcie kamieni nerkowych. Kolejna przykra przypadłość to absolutny brak wodoodporności. Przy zacinającym deszczu pojazd przepuszcza do wnętrza takie ilości wody, że siedzące pod oknami osoby powinny być wyposażone w kombinezon do nurkowania. Po trzecie, nowoczesne i przytulne (pewnie przez pierwszy tydzień użytkowania), w polskich warunkach nie myte, nieustannie przemoczone deszczówką (latem również potem) i wysiedziane siedziska, za każdym razem kiedy chcę usiąść powodują nieodpartą obawę, że przykleję się do nich na stałe i nie wstanę.
Typ trzeci – Ikarus:
pojazd będący seniorem trasy. Jedyny plus jakim są nienasiąkalne skajowe fotele przyćmiony jest licznymi minusami, których nie sposób wymienić. Napomknę zatem tylko o dwóch. Pierwszym jest nieustające zimową porą niedogrzanie (tylko kierowca ma ciepło, czasami łaskawie uchyla drzwi od kabiny i nagradza jej ciepłym, skisłym fetorem siedzących w pierwszym rzędzie pasażerów). Drugim jest hałas rozklekotanych do granic możliwość szyb, przegrywający tylko z hałasem samochodów wyposażonych przez niedorozwniętych posiadaczy w sportowe tłumiki.
...podmiejska linia, w której spędzam za dużo czasu. Podróżowanie skłania do wielu, nie zawsze miłych, przemyśleń
...urodziłem się w sierpniu, dokładnie w drugiej połowie sierpnia, roku Pańskiego 1975.
Prezentowane tu poglądy są skrajnie subiektywne i wyrażają tylko moją opinię.
Kontakt: poczta719@gmail.com
www.facebook.com/porhinio
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: