Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Obskurność

wtorek, 26 stycznia 2010 7:55
Poniedziałek, gdzieś około godziny osiemnastej. Linia 719. Ogólny rozkład starego Neoplanu podkreśla wszechogarniającą obskurność zastanej rzeczywistości. Dwie smętne, niewyrzucone butelki wspominają niedawne chwile prawie pijackiej rozpusty. Mróz na szybach i słone błoto pod stopami nadają sytuacji odpychającą nutę. I tak niemalże codziennie.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Mrówkojady

wtorek, 10 listopada 2009 23:15
Szarość i brudność popołudniowej jesiennej ciemnicy. Ikarusowa obskura wnętrza nie budzi już odruchu wstrętu. Jakże łatwo przywyknąć do stęchłęgo odoru moczu, jakże łatwo przyzwyczaić się do lepkich i przedzimowo wilgotnych wnętrz bydłowozu. Jakże mało brakowało, bym siedząc na skajowym pchlim tronie, nie zauważył trójki czarnych mrówkojadów przycupniętej na podłodze i ryjkami zwróconej ku sobie. Mrówkojady jak to mrówkojady, coś pochrząkiwały, czegoś szukały, przylepione do podłoża ruszały noskami, lekko sfatygowanymi, zmęczonymi, ale jakże chętnymi do zabawy, wieczornej psoty. Tylko cudem udało mi się pstryknąć fotkę, fotkę z ukrycia, balansując na granicy ich spłoszenia.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tu byłem...

piątek, 12 czerwca 2009 20:14
Wracając zmęczony z pracy, jak zwykle czekałem na pętli, aż podjedzie - oczywiście spóźnione - 719. Podjechało w końcu, jeszcze bardziej zmęczone niż ja - Neoplan N4020, numer boczny bodajże 6779, a może 6776 (nie pamiętam dobrze). Biedny herbatnik, zdezelowany niemiłosiernie, przebrudny, zużyty krańcowo. Ale ma jakiś nieodparty urok, czar starych kapci, które chciałoby się wyrzucić, ale do których przywiązaliśmy się i z którymi wiąże się tyle wspomnień, tyle wynoszeń śmieci i tym podobnych kapciowych krucjat.
Kurs osiemnasta z minutami. Objawił się plus tygodnia z długm weekendem. Wiele osób pobrało urlopy, powyjeżdżali nad morze, nad jeziora - smażyć z uporem maniaka tłuste kiełbasy, rechotać, rzygać piwskiem. I dobrze, luźniej bez nich, wygodniej, mniej smrodliwie. Zająwszy miejsce na mojej ulubionej galerii szyderców, zauważyłem rzecz niespotykaną w Ikarusach, charekterystyczną chyba tylko dla tych wyczerpanych Neoplanów - swoistego rodzaju prymitywne "murale", autobusowe graffiti, owoc gimnazjalnego wandalizmu, a może rys histori, księga pamiątkowa, ściana płaczu. Ileż w tym treści, ileż wyznań, ileż odważnych haseł pisanych po kryjomu, bo prosto w oczy się boją (HWDP - i to zawsze z błędem).



komentarze (0) | dodaj komentarz

Numer boczny 5540

czwartek, 19 lutego 2009 17:08
Wspomnienie to ma parę dni, żar emocji wygasł, obecny chłód pozwala spojrzeć na odbytą podróż obiektywnie, po reportersku.
Zbliżała się - tradycyjnie już - godzina "W". Minutę po nadjechał bohater wpisu:
http://www.phototrans.eu/15,2311,54.html
Cudowny, klasyczny przykład węgierskiego rozpasania. Jak zwykle sakramencko przemrożony (choć z drugiej strony, jak jest zima to musi być zimno). Po zajęciu miejscówki i wtuleniu się w siebie uwagę moją przykuł mały detal, właściwie cały splot niezwykłej urody detalików, rzekłbym - artystycznych niemal smaczków.




Jak wspaniale skontrapunktowano surową ociężałość gumowej, czarnej uszczelki aluminiową niby-listwą. Drewnopodobna okleina zdaje się podkreślać sarmackie przywiązanie do tradycji. Zabrudzoną nieco, lekko zmęczoną biel ścianek sprytnie przełamano żółtym akcentem poręczo-rurki. Jedynie wystające, pordzewiałe łebki śrub zakłócają harmonię układu. Cóż, nie ma rzeczy idealnych, skończonych.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Numer boczny 7905

środa, 28 stycznia 2009 17:06
Nie pamiętam czy pisałem o tym wcześniej, ale wczorajsza jazda Jelczem (nr boczny 7905) zmusiła mnie do niesmacznych refleksji. Otóż czekam sobie - jak zwykle nieśmiało - na przyjazd mojego środka transportu, czekam i widzę, że z Górczewskiej wpada na pętlę Jelczuś. Ocho - myślę sobie - jest nieźle, jazda M181 to, jak dla mnie, o wiele lepsze doznania niż podróż Ikarusem. Ustawiam się zatem, jak zawsze w przypadku tego Jelcza, tak aby trafić w ostatnie drzwi. Wchodzę i zajmuję miejsce na końcu, na takiej, powiedzmy sobie żartobliwie, ławeczce złożonej z kilku siedzeń. Aczkolwiek problem, o którym chcę mozolnie wspomnieć nie dotyczy akurat owej ławeczki, dotyczy chyba każdego miejsca w tym autobusie, może z wyjątkiem fotela kierowcy. Otóż jakiś nieszczęsny inżynier-projektant wymyślił sobie, że foteliki w jakie wyposażony jest ów Jelcz będą miały w swych siedziskach miękkie, materiałowe obicia. Zamszyk, luksusik. Powiedzmy sobie szczerze, pomysł ten - moim zdaniem - chybiony jest w całej rozciągłości. Po latach użytkowania, przyjemna niegdyś wyściółka siedzeń, zmieniła się w nowe z punktu widzenia materiałoznawstwa, tworzywo. Jest to mieszanka kurzu, resztek ze spożywanych posiłków, moczu oraz pewnie jeszcze wielu, wielu wydzielin. Ta oczywista oczywistość być może by mnie nie naszła, gdyby nie uparcie towarzyszący mi całą drogę odór świeżego moczu, wydobywający się nie wiedzieć skąd. Pewnie jakiś pijaczyna narobił, a może ktoś zwyczajnie zsikał się z radości (podobnej do mojej), że nie musi jechać Ikarusem. To zrozumiem.

Być może zauważył ktoś, że w powyższym tekście użyłem symbolu M181 w celu opisania modelu autobusu. Nie nie, ja sam bym tego nie wymyślił, pomocną okazała się genialna strona, do której link prezentuję poniżej (podziwiam zapaleńców):
http://www.phototrans.eu/15,3616,54.html
__________________________________________________

komentarze (1) | dodaj komentarz

Krzychu ?

wtorek, 27 stycznia 2009 8:21
Dzisiejszy poranek nie skłaniał do pozytywnego myślenia. I nadal nie skłania. Jednak był w nim jakiś promyk nadziei, przebłysk dobra (choć może to za dużo powiedziane). Otóż generalnie kierowcy miejskich autobusów nie należą do przesympatycznych (chyba nie jestem odosobniony w tym poglądzie) i przy każdej okazji kiedy mogą pokazać swoją niechęć do pasażerów, czynią to. Najczęściej mszczą się zamykając drzwi tuż przed nosem zgonionego szaleńczą szarżą niedoszłego podróżnego. Przeważnie sprinty owe oglądam na pętli Górczewska. Biegną nieszczęśnicy z pobliskiego przystanku tramwajowego, sadzą długimi susami (panowie) albo drepczą drobnymi, acz niezwykle szybkimi, kroczkami japońskiej geiszy (panie). Już widzą cel swej gonitwy, już witają się z gąską, już są w ogródku, już ręka wyciąga się do chwycenia poręczy lubo stopa pragnie posiąść autobusową podłogę, aż tu nagle pssss... Hydraulika Pneumatyka* siłowników przycina noski, szyba zamkniętych nagle drzwi zdaje się drwić ze zdziwionego i nieco skołowanego prawie-paseżera. Tak bywa często. Jednak jest pewien wyjątek. Kierowca zdaje się zwany Krzychem, a może się mylę. Taki siwawy, ja jeżdzę z nim - najczęściej - kursem o 6 rano. Muszę przyznać, że to klasa sama dla siebie. Jako kierowca chyba nie ma "złych" dni. Jeździ gładko, nie traktuje pasażerów jak worka kartofli, i - co ważne, sam widziałem - często czeka na dobiegających, zdyszanych ludzi. Na przykład dzisiaj, w Borzęcinie (przystanek na żądanie), kątem oka jakby dostrzegł majaczącą sylwetkę młodej dziewczyny biegnącej co sił w nogach w kierunku zatoki przystankowej. Szybka decyzja, przyhamowanie, zjazd na przystanek i już otwarte przednie drzwi czekają (trzeba przyznać, że kilka ładnych sekund) na wdzięczną kobietę. Miły gest. Szkoda, że takich zachowań wśród kierowców jest bardzo niewiele.
______________________________________
* poprawiono, dzięki za zwrócenie uwagi.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Lodówki

sobota, 10 stycznia 2009 21:00
Lodówki, tak można nazwać stare Ikarusy kursujące na mojej trasie. Nie wiem jaki idiota dopuścił aby zimą, między Warszawą a Lesznem, jeździły te wytwory węgierskiej myśli technicznej. Przy mrozach jakie panowały w tygodniu, po raz pierwszy myślałem żeby wstać i rozszarpać kierowcę. A było tak...
Wstaję o piatej rano, mycie zębów, czasami szybka kupa i w drogę, na pętlę. Do przejścia mam niezły kawałek, jest wtorek, na termometrze -20 stopni. W nosie zamarzają gile, mroźny wiatr wyciska z oczu łzy, które zlodowaciałe nie zdążają spływać. Idę, po piętnastu, dwudziestu minutach docieram na przystanek. O kurwa! Miałem nadzieję, że będzie jakiś Solaris albo równie cieplutki Jelczyk, a tu nie, zza winkla moim oczom ukazuje się ta stara, obskurna lodówka. Wszystkie drzwi otwarte, szyby od środka pokryte szronem, pasażerowie zdają się uczestniczyć w eksperymentalnej hibernacji. Sam kierowca również w czapce i kurtce. Gdzie są nagrzewnice, gdzie ogrzewanie, czy ocieplać się mam sam, pierdząc ciepłymi wiatrami w spodnie? Po czterdziestu kilku minutach jazdy docieram na Górczewską, soplowi podobny, ze stopami zimnymi jak u trupa.
Po południu miało być lepiej, to znaczy miałem nadzieję, że tradycyjnie trafię na Jelczusia, tego długiego, przegubowego. Ale nie, widzę jak zza zasłony innego autobusu wyłania się, skręcając na górczewską pętlę, siedemsetdziewiętnastka w postaci identycznej z poranną chłodziarką - znowu madziarski Ikar. Tym razem kierowca ma cieplej - jest bez kapoty, może kabina się nagrzała od rana? Reszta na pokładzie tj. my, pasażerowie, pokrywamy się warstwą zamarzającej mgiełki wydychanej z wyziębiających się płuc. Ja pierdykam, zimno aż do szpiku kości. Gdybym był odważniejszy to może coś bym krzyknął do szofera, żeby zamknął drzwi i zostawił tylko jedne otwarte, żeby włączył - jak ma, chociaż ma, bo widzę że są pod fotelami - jakieś pseudogrzałki. Nie krzyczę bo boję się i wstydzę, trzeba skulić się w sobie i przetrwać. Z nosa kapie gil. Kapie? To jest na plusie?

________________________________________________________________
Podzielmy się uwagami na ten temat w tym miejscu

komentarze (0) | dodaj komentarz

Po zimie

środa, 18 kwietnia 2007 9:22

Witam ponownie,

dawno mnie tu nie było, czas zatem zdmuchnąć kurz z klawiatury i coś napisać.

Minął okres zimowy, okres do którego mam stosunek ambiwalentny (oczywiście z punktu widzenia pasażera linii 719). Z jednej strony zimą panuje chyba mniejszy smród w autobusach, co jest pewnie zasługą po trochu mrozu sterylizującego wnętrza pojazdów podczas ich postoju w zajezdniach, jak i również grubej wierzchniej odzieży, skutecznie powstrzymującej wydostawanie się smrodzianu potu (wzór chemiczny Sp) do atmosfery. Chociaż jest to jednak nie do końca prawda, albowiem mniej więcej w połowie trasy, we wnętrzu robi się niezły zaduch co doprowadza do rozpinania kurtek, futer i innych skafandrów… co następuje potem, nie muszę pisać. Swoją drogą mam takie spostrzeżenie: kierowcy autobusów rozróżniają tylko dwa sposoby grzania, albo wcale albo na maxa, na całego, niech się ludziska pomęczą i zasmrodzą.

Wracając do zimy spędzonej na trasie 719. Jest niestety druga strona medalu. Brud. Brud w postaci błota i soli, włażący wszędzie, na okna, na fotele, panujący niczym udzielny władca na podłodze autobusów (czy ktoś je myje?).

 

Krótkie resume:

- w Solarisach (z racji pewnego "współdzielenia" przestrzeni kabinowej przez kierowcę z biednymi pasażerami) krótko mówiąc jest cieplej, powiem więcej, jak pisałem wyżej czasami nawet za ciepło.

- w Ikarusach po staremu, kierowca w hermetycznej kabinie pyszni się i pławi w ciepełku (czasami pewnie doprawionym bączanem fasoli (wzór chemiczny Bf), a reszta marźnie. Najgorzej mają ci na samym końcu tj. w tym latającym na zakrętach odwłoku przegubowego cielska Ikarusa. Trochę lepiej jest tym siedzącym w pobliżu magicznej kabiny kierowcy. Czasami łaskawie uchyli jej drzwi i zapuści, nie zawsze ciekawie pachnący, ciepły powiew, prosto w zmrożone twarze, jakże wyróżnionych tym gestem pasażerów.

- jak jest w Jelczach nie wiem, nie miałem przyjemności zimą.

komentarze (1) | dodaj komentarz

wpis trzeci, autobusy...

środa, 13 grudnia 2006 15:21

Aby dopełnić charakterystykę podróżowania linią 719 należy przybliżyć trochę "technikaliów". Przemieszczanie odbywa się głównie, a nawet wyłącznie, trzema rodzajami autobusów. Opiszę je z pozycji laika, którego interesuje raczej wygoda jazdy niż jej strona techniczna, że tak powiem silnikowa.

Typ pierwszy – Jelcz:

pojazd długaśny, przegubowy, dla mnie numer jeden. Dużo miejsc, tablice z trasą i godziną, na minus można zaliczyć odstępy między rzędami siedzeń (dla jakichś kurdupli chyba robione). Mój ulubiony nim kurs to ten o 6.20 rano. Już na pętli w Lesznie szturmuje go tłumek małolatów rozwydrzonych dojeżdżających do szkół (specjalnych – sądząc po zachowaniu). Najciekawsze w tym kursie jest to, że już na wysokości Zaborowa w autobusie nie mogą otworzyć się drzwi po dojechaniu na przystanek. W pamięci pozostają smutne twarze zawiedzionych przystankowych ludzi, wpatrzonych w niemogące otworzyć się, niczym w "sezamie" , wrota. I ten towarzyszący temu, ze strony wnętrza autobusu, rechot debilnych bestii w wieku okołogimnazjalnym.

Typ drugi – Solaris:

pojazd mogący śmiało zająć pierwsze miejsce w konkursie na najtwardsze zawieszenie. Ten niskopodłogowiec trzęsie się na najmniejszej nawet nierówności w sposób pozwalający na bezoperacyjne usunięcie kamieni nerkowych. Kolejna przykra przypadłość to absolutny brak wodoodporności. Przy zacinającym deszczu pojazd przepuszcza do wnętrza takie ilości wody, że siedzące pod oknami osoby powinny być wyposażone w kombinezon do nurkowania. Po trzecie, nowoczesne i przytulne (pewnie przez pierwszy tydzień użytkowania), w polskich warunkach nie myte, nieustannie przemoczone deszczówką (latem również potem) i wysiedziane siedziska, za każdym razem kiedy chcę usiąść powodują nieodpartą obawę, że przykleję się do nich na stałe i nie wstanę.

Typ trzeci – Ikarus:

pojazd będący seniorem trasy. Jedyny plus jakim są nienasiąkalne skajowe fotele przyćmiony jest licznymi minusami, których nie sposób wymienić. Napomknę zatem tylko o dwóch. Pierwszym jest nieustające zimową porą niedogrzanie (tylko kierowca ma ciepło, czasami łaskawie uchyla drzwi od kabiny i nagradza jej ciepłym, skisłym fetorem siedzących w pierwszym rzędzie pasażerów). Drugim jest hałas rozklekotanych do granic możliwość szyb, przegrywający tylko z hałasem samochodów wyposażonych przez niedorozwniętych posiadaczy w sportowe tłumiki.

komentarze (2) | dodaj komentarz

719 to ?

...podmiejska linia, w której spędzam za dużo czasu. Podróżowanie skłania do wielu, nie zawsze miłych, przemyśleń

Może powiem parę słów o sobie...

...urodziłem się w sierpniu, dokładnie w drugiej połowie sierpnia, roku Pańskiego 1975.
Prezentowane tu poglądy są skrajnie subiektywne i wyrażają tylko moją opinię.

Kontakt: poczta719@gmail.com
www.facebook.com/porhinio

Nie znudziło Ci się?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Jakieś liczby:

odsłon: 20096
naskrobałem notek
  • liczba: 130